Akademicka teoria i praktyka


Nauki humanistyczne to specyficzna dziedzina. O ile nauki przyrodnicze weryfikujemy w doświadczeniu, przeprowadzając odpowiednie eksperymenty uzgadniające teorię z doświadczeniem, budujemy urządzenia weryfikujące teorię w sposób dalszy. Polem eksperymentalnym dla nauk humanistycznych jest także doświadczenie, ale w tym przypadku społeczne i osobiste. Tu w relacji do innych weryfikacji ulegają wszelkie koncepcje, Idee humanistyczne. Tych od starożytności do dziś narósł cały ogrom. Ogrom wzniosłych Idei przekazywanych studentom i doktorantom na uczelniach albo wzniośle ogłaszanych w mediach. Na uczelniach takich jak opisany przeze mnie w dwóch tekstach Uniwersytet Śląski w Katowicach („Mój osobisty destrukcyjny prześladowca naukowy – Andrzej Kiepas”, „Korupcja Władzy Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach”).

Na wykładach, ćwiczeniach i innego typu zajęciach mówi się o Prawdzie i dążeniu do niej, co jest najważniejszym i najbardziej szlachetnym postępowaniem człowieka, bo Prawda zgadza się, jest tym to faktycznie jest, buduje orientację, gdy fałsz dezorientuje. Mówi się o naszej istotowej równości, koniecznej dla życia w zgodzie. O poszanowaniu siebie i innych, o praworządności, co niezbędne dla zgody społecznej i wewnętrznej w sobie. Przekazuje się optymistyczne nastawienie, wiarę w lepsze, abyśmy pomimo trudów starali się, nie dzielili na gorsze i degradowali, ale tworzyli lepszy świat własną lepszością. Mówi się o etyce, moralności, cnotach, które utożsamione tworzą piękną duszę, dla niej forma cielesna, dbałość o cielesność to jedynie fasada, gorzej gdy tą cielesną fasadą zasłania się nieautentyczność duszy. Wszędzie mowa lub nawiązanie do szeroko rozumianej czystości (duszy), samopoznania, autentyczności, wiarygodności itp., itd. Piękne rzeczy, szczególnie gdy ma się je, gdy są doświadczeniem, realizowanym dzięki pewności własnego przekonania i wytrwałości, gdy są nie tylko teoretycznym marzeniem o doświadczeniu, a ich realizacja zawsze tkwi w nieokreślonym kiedyś i gdzieś, w śnie o doskonałości. Gdy są doświadczeniem jest się wewnętrznie zbudowanym, stąpa się po jasnej drodze, pewnej, na której wszystko jest widoczne i wszystko piękne, podniosłe. Pewnym się jest, że to co zgodne zawsze uzgodni się z doświadczeniem, bo stosuje się to co odpowiada i jest trafne, koresponduje, zamiast tego co przeczy i połączenia nie tworzy.

Teoria w naukach humanistycznych rozmija się z praktyką, bo nie wymaga się weryfikacji Idei humanizmu. Teoria opowiadana jest podniosła, buduje wiarę w lepszość, ale gdy wkracza weryfikujące teorię doświadczenie nagle wszyscy piewcy Prawdy znikają. Gdzie są? Co to z kuriozalna zmiana? Miało być pięknie, młodzi zaczęli Wam wierzyć, a gdy nastaje moment sprawdzenia autentyczności, nie ma kogo sprawdzać. Jak to możliwe? Skąd w zgodnych teoriach niezgodność praktyczna? W jaki sposób prawnik ogłaszający siebie obrońcą praworządności zasłania się tylko słowami, aby bez słów czynić bezprawie? W jaki sposób opiekun żaków, gdy spotyka trudną sytuację zamiast zajrzeć w nią, poznać czy słuszna, zaczyna ją w ukryciu dusić, gnieść, wymuszać jej zanik? W jaki sposób piewca słuszności, gdy ma ją zastosować w doświadczeniu odwraca się umysłem i powiada „nie moja sprawa”? Powiedzcie, jak łączyć w sposób zgodny, zgodność i sprzeczność? Co to za logika, komu udało się uzgodnić: p=~p? Nauczcie nas tego, dowiemy się jak przeczyć zgodnie.

Faktycznie na tych, a na pewno na tej jednej uczelni (UŚ w Katowicach) jest tak, że w ustach pojawiają się słowa o doniosłych Ideach nauk humanistycznych, ale w działaniach naucza się innej „nauki”, która w słowach nie gości. Ta nauka to „polityka faktów dokonanych”, czyli ta, na którą nie jesteś i nie możesz być przygotowany, bo byś jej zaprzeczył. Ta, która ma cię zaskoczyć, o której nie możesz usłyszeć. I to się zgadza, bo ta „nauka” oficjalnie, w słowach pogardzana służy do tego, aby prawnik mógł ją ukryć za słowami, w fasadzie swojej praworządności, aby opiekun studiujących dzięki fasadowym uśmiechom i pozorom serdeczności mógł w ukryciu, faktami szkodzić i, aby piewca wzniosłych Idei mógł odmówić ich praktycznej wartości.

Czy to się zmieni? Czy można przeżyć dyshonor i żyć z nim w zgodzie, gdy dochodzi do świadomości czego się uczy teoretycznie, a co czyni w praktyce? Jak to pogodzić, przez ukrycie i wyparcie?

Czy piewcy zgodności poczują oburzenie wobec siebie, że tak jaskrawo przeczą samym sobie, czy zmobilizują się do lepszego? Bo wiesz, to jest tak, że jeśli dziś komuś w potrzebie, kogo potraktowano bezprawiem odmówisz pomocy, jutro bezprawie przyjdzie po Ciebie, pozwoliłeś mu istnieć i wzrastać. A skoro Ty wcześniej nie pomogłeś i rzuciłeś taki wzór na doświadczenie, inni go poznali, uznali że skoro Ty, autorytet tak robisz, tak trzeba naśladować i też nie pomogą Tobie.

Jest również tak, że bierność wobec bezprawia jest taka sama jak odwrotne, aktywnie czynione bezprawie, bo bierność jest przyzwoleniem na bezprawie. To otrzymując sygnał do działania, w braku przeciwdziałania, nie uzyskuje wiedzy o ograniczeniach, dlatego jutro może przyjść po Ciebie, gdy uznasz, że coś powinno być inaczej niż tak, jak jest. Wtedy bezprawie umocnione wcześniejszym powodzeniem… wiesz co zrobi. Właśnie dlatego bezprawie powstrzymuje się od razu, już w zarodku, bo przyzwolenie na jego rozwój czyni je mocnym i jeszcze trudniejszym przeciwnikiem.

Kiedy się obudzimy? Czy po raz pierwszy na czas, czy jak historia od zawsze uczy, jak zwykle spóźnieni, gdy wystąpią straty, zostaniemy skłóceni, będziemy mieć pretensje i przeszkodę, aby znaleźć zgodę potrzebną do podjęcia konstruktywnych działań? Kiedy? Teraz? Czy jak zwykle, aż do znudzenia za późno? Co z weryfikacją nauk humanistycznych? Gdzie jest godność człowieka i uzasadnienie dla autorytetu? W światłym czynie, czy przemilczeniu, skrytości, unikaniu światła? Ocknie się ktoś, czy biernością otworzy drogę destrukcji?

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz