Co człowiek mówi przy grobowej desce?


U znajomego profesora znalazłem link do tekstu opublikowanego na portalu Polityka.pl. Tekstu opowiadającego o badaniach pewnej australijskiej pielęgniarki Bronnie Ware, która opiekowała się pacjentami w ostatnich tygodniach ich życia. Kobieta prowadziła rozmowy ze swoimi podopiecznymi na temat podsumowania życia „przy grobowej desce”. Co zmieniliby w swoim życiu gdyby jeszcze mogli. Przez lata rozmów nazbierało się tyle, że wydała książkę. Wśród najczęstszych odpowiedzi znalazły się poniższe:

1. Żałuję, że nie miałem więcej odwagi, aby żyć zgodnie ze sobą, a nie z oczekiwaniami innych ludzi.
2. Żałuję, że tak ciężko pracowałem.
3. Żałuję, że szczerze nie wyznawałem swoich uczuć.
4. Żałuję, że nie utrzymywałem kontaktów ze swoimi przyjaciółmi.
5. Żałuję, że nie pozwoliłem sobie na bycie szczęśliwym człowiekiem.

Co warto podkreślić, w ogóle nie padły życzenia, co do pieniędzy, kariery, czy wielu partnerów.

Interesujące, prawda? To, co wśród przedmiotów pożałowania w ogóle nie pojawiło się należy do najważniejszych przedmiotów zainteresowania ludzi, którzy ze swoją grobową deską nie mają styczności. Każdy, większość z żyjących swoje… swoje co? Spełnienie, samorealizację, Szczęście, lokuje w karierze, pieniądzach albo zawsze „świeżych partnerach”, ogólnie w doznaniach zmysłowych. Za życia bardzo niewielu myśli o swobodnym wyrażaniu uczuć, o szczerej przyjaźni, o swojej autentyczności zamiast odgrywania powszechnie akceptowanych ról i zachowań społecznych, dzięki którym można wkupić się w czyjeś zaufanie i osiągnąć coś zmysłowo. Ta większość zapracowuje się, bo tak trudno pojawić się w przestrzeni społecznej, zdobyć pozycję, pieniądze, osiągnąć imitację Szczęścia. Bo sukces, czy szczęście jakie przynieść ma kariera i pieniądze, to ułuda. Ani to trwałe, ani pełnego komfortu nie daje. Jeśli bowiem ktoś wejdzie na jakiś szczyt bez przerwy musi się bronić, niepokój nie ustępuje. Szczęście? Czy ktoś wie, co to jest poza nazwą? Później jak czytamy z doniesień Bronnie, gdy moc w ciele ustępuje, gdy trzeba pomyśleć, jak mając mniej siły żyć dobrze, zaczynamy zwracać uwagę na swoje, przez lata tłumione uczucia, na potrzebę autentycznego życia, na ludzi, z którymi wcześniej stworzyliśmy serdeczne relacje, na odczucie i świadomość Szczęścia.

To bardzo ciekawe, bo doniesienia australijskiej pielęgniarki nie są czymś nowym. Od wielu lat pojawiają się z różnych źródeł podobne refleksje powstające „przy grobowej desce”, ale wszystko dzieje się niewzruszenie tak samo. Pędzimy jak mrowie, każda z zapracowanych „mrówek” myśli, że w materializacji swojego życia osiągnie Szczęście. Ale wciąż nic albo za mało, więc nadal do przodu, nie można ustępować, nadal trzeba rezygnować z dobrych uczuć i dobrego rozumienia siebie, autentycznych relacji z ludźmi, uczucia zostawiać tylko dla zaufanej rodziny. Nosimy różne ciężary, budujemy coś, a to wszystko wciąż obraca się w proch. Po życiu pozostaje nic, czasem garść pieniędzy, czy innych materialnych własności przekazanych w testamencie, które przypadając następcą używane są zwykle w innym kierunku niż wola przekazującego. Zawsze pozostaje nic.

Co jest w tych uczuciach i zrozumieniu siebie, w Szczęściu, że pojawia się najpierw na początku życia, znika na lwią jego część, aby przypomnieć o sobie na końcu, gdy już niewiele można? Jest w tym trwałość, to czego zmysłowość nie oferuje. Ta trwałość tkwi w umyśle. Ten realizując dobre uczucia i zrozumienie siebie, Szczęście, chce tego, trzyma się tych własności trwale, bo one go budują. To „akumulatory”, których nie trzeba ładować raz na rok na wakacjach all-inclusive trwających tydzień, czy dwa, aby na resztę roku znów, jak co roku trafić w kierat.

Dobre uczucia i zrozumienie siebie ładują nas na co dzień, w każdej chwili, gdy są, gdy dbamy o to aby je mieć. Ja tak podchodzę do życia i twierdzę, że wakacje mam cały rok, choć nie wyjeżdżam, bo pieniądze też nie są moim celem, ani kariera, taki efekt samopoznania. Jedynie w połowicznie zdewastowanym otoczeniu brakuje bujnej roślinności, co też jest efektem zmysłowego szaleństwa ludzi.

Dam radę, która zainteresuje wszystkich, do których przemawiają badania Australijki, podsumowania życia „przy grobowej desce”. Jeśli chcesz Szczęście i chcesz te zmysłowe cele nadal realizować, z których zrezygnować tak trudno, zacznij świadomie zaglądać i poznawać swoje uczucia i zrozumienie, treść myślenia. Zaglądaj czujnie, aby wykrywać napięcie, im pilniej i częściej zaglądasz tym poznanie uczuć i treści rozumu ćwiczysz i staje się lepsze. Gdy patrząc spostrzegasz, że czujesz się niedobrze i nie rozumiesz sytuacji, w której jesteś, zwolnij, zatrzymaj się na refleksję, pomyśl, że chcesz Szczęście. Pomyśl po tym tak, aby dobrze poczuć się w swoim doświadczeniu. Nie patrz wtedy na doświadczenie, co się w nim dzieje, że panuje w nim niepokój. Spójrz w siebie, na swój Szczęśliwy cel, wciągnij go jak świeże, dobrze pachnące powietrze w płuca i wróć do doświadczenia działając w nim tak, aby te dobre uczucia zachować. Wtedy zaczniesz też budować dobre zrozumienie siebie. Bo wtedy to, co rozumiesz jako swój dobrostan, swoje Szczęście zaczniesz doświadczać, doznasz go najpierw w uspokojonym i zrównoważonym uczuciu, które spostrzeżesz rozumem i porównasz do Szczęścia, które jest celem. Tu zgodność utwierdzi cię i wzmocni.

Zastrzegam jednak, że to doraźna metoda, typu ad hoc, bo do Szczęścia trwałego, którym nie będzie coś chwiać trzeba więcej, trzeba siebie serio potraktować. Trzeba zrezygnować z nadrzędności zmysłowego celu, bo ten jako nadrzędny, jako cel życia będzie zawsze Szczęściem chwiać. Poznawaj siebie. Wszystkim w około zacznie się z Tobą żyć lepiej i pokażesz im jak mają ze sobą żyć lepiej, pokażesz dobre symbole. Wystarczy myśleć o swojej autentyczności, a to jest Prawda w rozumie, Miłość w uczuciach wybrane w sposób wolny, efektem jest budowanie Szczęścia. Trzeba to jedynie skonkretyzować we własnym doświadczeniu. Z najczęstszych konkretów, warto przytulać się do ludzi, szczególnie tych, do których przytulić się trudno i odetchnąć w ich ramionach. Otwierać się na poznanie innych powstrzymując od ocen, zamiast ocen poznawaj dalej. Nie dążyć za przedmiotami i doświadczeniami na siłę. Wszystko zbiega się w tym, czy wiesz czego chcesz, czy kierujesz się ku sobie, własnemu dobrostanowi i świadomości siebie, nie poza siebie na zmysłowe przedmioty i doświadczenia. Pamiętaj też o najważniejszej rzeczy, źródłem Szczęścia i metody jego realizacji jest Świadomość absolutna, Bóg, który je w doskonały sposób już zrealizował i już w zmysłowym świecie nie siedzi, przynajmniej tak, jak każdy z nas. Szukając Go, szukasz Szczęścia w konkretnej postaci w swoim myśleniu, uczuciu i doświadczeniu.

Źródło: https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/ludzieistyle/1683040,1,5-rzeczy-ktorych-ludzie-zaluja-w-ostatnim-dniu-swojego-zycia.read

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz